piątek, 23 października 2015

Ciekawe blogi

       Okazuje się, że blogi często mają charakter dzienników czy  pamiętników. Przeglądałam liczne, ale jednym z ciekawszych, na jaki natrafiłam były „Listy do nieba”.
       Autorka bloga opisuje tam to, co przeżywa pracując z osobami terminalnie chorymi, ale nie tylko. W swoich tekstach zwraca się bezpośrednio do Boga, tak jakby szukała u Niego wsparcia oraz odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Traktuje go jak najbliższego przyjaciela, ponieważ wie, że On nigdy jej nie zawiedzie. Stara się ona wskazywać drogę ludziom, którzy tego potrzebują, jednak nigdy nie narzuca swojej woli.
Prezentowany powyżej blog, znajdziecie pod adresem: http://dziennik-milosierdziem-pisany.blogspot.com/
      Kolejną propozycją jest „Bo życie ma wszystkie kolory tęczy”, historia pisana w formie pamiętnika przez osobę niepełnosprawną, która w bardzo prosty sposób opisuje wydarzenia ze swojego życia oraz ciekawostki związane z przyrodą czy przeczytanymi książkami. Autorka w swoich tekstach przedstawia pozytywny sposób patrzenia na świat.
Blog, o którym opowiadałam znajdziecie pod podanym adresem: http://bo-zycie-ma-wszystkie-kolory-teczy.blogspot.com/
       Autorka następnego internetowego pamiętnika kieruje się ciekawym podejściem, mówi ona, że nawet będąc osobą nieuleczalnie chorą można spełniać swoje marzenia. Podkreśla, że niepełnosprawność ruchowa nie oznacza niepełnosprawności intelektualnej. W swoich notkach opisuje to, co ją spotkało i przygody, które przeżyła. Polecam go serdecznie wszystkim tym, którzy są ciekawi nieco innego spojrzenia na świat.
      Jedną ze stron, która przyciągnęła moją uwagę jest blog „Historie z wnętrza duszy”. Pisarka opisuje w formie opowiadania dzieje dziewczyny niepełnosprawnej ruchowo. Pokazuje zmagania bohaterki związane z codziennością. Opowieść jest fikcją literacką, historią pisaną przez kobietę, która podpisuje się nickiem 'marzycielka mi”. Poniżej znajduje się adres bloga: http://historiepisanezwnetrzaduszy.blogspot.com/

        Przez listę pokazanych przeze mnie blogów chciałabym uświadomić Wam, odbiorcom, że pisanie tego typu wypowiedzi może być nie tylko formą uzewnętrzenienia własnych myśli i poglądów, ale także wskazówką dla innych osób, które często nie potrafią docenić tego, co ich otacza. Narzekają na swój ciężki los, często nie zdając sobie sprawy, że wokół nich znajdują się ludzie, którzy pomimo cierpienia czerpią z życia całymi garściami.

Tekst zostanie najprawdopodobniej opublikowany w biuletynie "Tu i teraz".


piątek, 2 października 2015

Wywiad

Wywiad ze Zbyszkiem Wróblem, aktorem Teatru Śląskiego w Katowicach

- Dziennikarka: Dzień dobry, czy mogę zadać Ci kilka pytań?
- Zbigniew Wróbel: Tak, oczywiście.
- Zatem przejdźmy do pytań. Co spowodowało, że pojawiłeś się na pokładzie Arki?
- Właściwie był to przypadek. Pojawiłem się w Arce w zastępstwie pani psycholog, której w ostatniej chwili coś wypadło. Było to dokładnie na drugim spotkaniu Fundacji Arka. Nie miałem jednak pojęcia czego się mogę tutaj spodziewać.
- Jakie wrażenia towarzyszyły Ci po tym spotkaniu?
- Było cudownie! To była ciężka praca, ale wszyscy byli bardzo zaangażowani. Na przykład: pamiętasz jak spadła ci kartka i celowo nikt ci jej nie podniósł, abyś udowodniła, że poradzisz sobie sama.
- Jak dzisiaj widzisz Arkę?
- Widzę inaczej. W dzisiejsze spotkanie wkradło się już trochę rutyny. Mimo tego jesteśmy coraz bardziej zaprzyjaźnieni i cieszymy się kolejnymi spotkaniami.
- Co wniosła w Twoje życie współpraca z Fundacją Arka?
- Poznałem wielu wspaniałych ludzi, zawarłem dużo pięknych znajomości. Doświadczyłem tego, że bycie w tej spólnocie sprawia ogromną radość. Nawet, gdy spotkanie się już skończy, pozostaje pewność, że mamy grono przyjaciół, na których zawsze możemy liczyć.
- Jakie pamiętasz najśmieszniejsze wspomnienia związane z Twoim zawodem?
- Będę obchodził w marcu jubileusz 35-lecia pracy aktorskiej. Przez te lata zebrało się wiele ciekawych i śmiesznych sytuacji. Na przykład kiedy grałem Puszkina w sztuce „Maskarada” Lermontova, zdarzyło się coś nieprzewidzianego w scenie pojedynku. Ja jako Puszkin podniosłem pistolet do góry na znak, że nie będę strzelał. Kolega grający Dantesa miał mnie zastrzelić, jednak nie zrobił tego, bo broń mu się zacięła. Zgodnie ze scenariuszem upadłem, a Dantes miał wypowiedzieć nade mną słowa: „i po co Ci to było?”. Tymczasem w trakcie wypowiadania tych słów trzymana przez Dantesa broń wypaliła i wyglądało to tak, jakby strzelił do umarłego. To było śmieszne dla wszystkich, tylko nie dla mnie, ponieważ huknęło mi prosto do ucha i do dziś odczuwam skutki fatalnego wydarzenia.
- Gratuluję jubileuszu i dziękuję za poświęcony mi czas.

- Ja również dziękuję.